czwartek, 14 sierpnia 2014

Krzywda

     Hejcia kochani ;) Chciałabym dziś zwrócić szczególną uwagę na  jeden z głównych czynników powodujących krzywdy...


     O doznanej krzywdzie nie jest łatwo zapomnieć, zwłaszcza, jeśli pojawiła się w okresie dzieciństwa bądź dojrzewania. Uproszczone rady, które często z dobrych chęci dajemy pokrzywdzonym, takie jak "Zapomnij", "Nie myśl o tym" są krótkowzroczne i stanowią przeszkodę w drodze do wewnętrznego uzdrowienia, choć stanowią wyraz naszej życzliwości i chęci pomocy. Krzywda, która nie zostanie "przepracowana", może stać się powodem krzywdy innych.
     Krzywdy, jakie sobie wzajemnie wyrządzamy nie wypływają ze złej woli. Bywa, że ich źródłem jest nieporadność we wzajemnych relacjach oraz lęk o siebie. Najczęściej krzywdzimy się jednak z powodu bólu. Szczególnie dotkliwy "odbiera nam rozum". Krzywdząc innych nawet nie wiemy co robimy. Chcemy "przerzucić" cierpienie na innych ludzi, choć tak naprawdę nie  jest to możliwe. Narzucając je innym nie uwolnimy się od niego, a jedynie pomnożymy je. Siłą przerzucane na bliźniego zwykle wraca do nas ze zdwojoną siłą. W ten sposób powstaje błędne koło krzywdy i cierpienia. Można je zaobserwować w relacjach, które powinny być pełne miłości, akceptacji i szczęścia.
     Niestety, ludzie nie zawsze potrafią dostrzec prawdziwego powodu krzywdzenia innych i nie umieją pomóc krzywdzicielom.  Widzą tylko agresywną osobę, której najwyraźniej dużą przyjemność sprawia zadawanie bólu innym. Nie widzą, że to tylko próba "przerzucenia" na innych cierpienia, które rozsadza od środka i jest tak silne, że nie można sobie z nim poradzić.
     Czy potrafimy pomóc osobie skrzywdzonej, która kiedyś może stać się oprawcą i "ciągnąć"błędne koło krzywdy i cierpienia?
     A może to my jesteśmy ofiarami? Czy potrafimy się ustrzec przed losem naszego oprawcy? Albo czy próbujemy mu pomóc osiągnąć pokój duszy i szczęście przebaczenia.

     Zastanówmy się więc jak reagujemy, gdy komuś dzieje się krzywda. Czy widzimy tylko to, co zewnętrzne - pustą, bezduszną istotę? A może dostrzegamy jej prawdziwą naturę, ale nie chcemy jej pomóc? Boimy się konfrontacji?