sobota, 13 września 2014

Prolog mojej powieści

Hej Kochani, może dzisiejszy post jest trochę nie na temat i dziś go być nie powinno, już dawno Wam obiecałam nadrobić z 17VII2014 i na prośbę Anny postanowiłam zapoznać Was z moją twórczością. Jest to post wyjątkowy, bo dziś jest ważny dla mnie dzień, a mianowicie: wróciła wena twórcza. A więc miłego czytania :)


Noc jeszcze chłodna, spowijała pogrążony w śnie Obisport. Co prawda wiosna się zbliżała, ale mróz dokuczał w nadmorskim miasteczku. Można by pomyśleć, że każdy, kto ma choć trochę rozumu szukał miejsca, w którym mógłby się ogrzać. Było zbyt zimno, by ktokolwiek wyjrzał na zewnątrz i dostrzegł smukłą postać idącą ulicą, kryjącą się przed strażnikami
Dziewczyna miała około trzynastu lat, była jednak nader rozwinięta i doświadczona jak na swój wiek. Życie nauczyło ją już, że jeśli chce przeżyć, musi stawać się niezauważalna. Przecież nigdy nie wiadomo, komu mogłaby przeszkadzać bezdomna sierota. Nieraz się zdarzało, iż ktoś zaatakował ją, zawsze jednak udawało się jej uciec. Kolejne napaści powodowały, że stawała się coraz ostrożniejsza. Teraz potrafiła już poruszać się bezszelestnie, a skryta w cieniu stawała się niemal niezauważalna.
Dziewczyna odziana była w krótką tunikę, spodnie i skórzane trzewiki do połowy łydek. Zarzucony na to cienki płaszcz nie dawał jej zbytniego ciepła, toteż musiała jak najszybciej znaleźć jakieś schronienie. Chciała przenocować w gospodzie, ale nie była pewna, czy to rozsądne. Bądź co bądź zbiegła z Wertill poprzedniej nocy, ścigana niewielkim zbrojnym oddziałem. Udało jej się uciec jedynie dlatego, że gdy wbiegła w las, pościg się wycofał.
-"Może już zaniechali poszukiwań" - pomyślała - "A nawet jeśli, to przecież nie przyjdzie im do głowy szukać mnie w sąsiednim miasteczku". - Szybko jednak zaniechała tych myśli słysząc:
-Morderczyni! Brać ją!
Nie oglądając się za siebie pobiegła. -"Muszę jak najszybciej znaleźć jakieś schronienie. Jeśli mnie dopadną, nie ujdę z życiem!" - stwierdziła w myślach.
Dotknęła łańcuszka podskakującego rytmicznie na jej szyi. Zwieńczał go niewielki wisiorek w kształcie róży. Wbiegła w wąską dróżkę.
-"Jestem w pułapce!" - pomyślała - "Ślepa uliczka."
Straż właśnie skręcała w tę stronę.
-Mam najwyżej kilkadziesiąt sekund" - Jej umysł pracował na najwyższych obrotach.
Zatrzymała się i rozejrzała. Na lewo znajdowało się wejście do domu kupieckiego. Ukrywanie się tam nie miało sensu. Nawet, jeśli strażnicy by jej nie odnaleźli sami, z pewnością któryś z kupców oddałby im ją. Spojrzała w prawo. Znajdowały się tam duże, mosiężne drzwi, bogato zdobione. Zdawały się być ciężkie, ale przyciągały dziwnie. Metalowa kołatka była w rzeczywistości symbolem nieskończoności. Nad nią wyryto sylwetkę smoka, jakby idącego po półokręgu. Jeszcze raz spojrzała na strażników i zastukała. Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Wbiegła do środka, a one same zamknęły się za nią. Przywarła doń i nasłuchiwała. Strażnicy zatrzymali się niedaleko. Słyszała wyraźnie każde ich słowo:
-Zniknęła!
-Rozpłynęła się w powietrzu!
-Nie możliwe!
-Mamy w mieście mordercę!
-Nie mogła uciec! Nie tutaj.
Strażnik szarpnął drzwi. Zlękniona wstrzymała oddech. Te nie ustąpiły.
-Nie mogła się się tam ukryć. Poszukajmy w domu kupieckim. - Powiedział któryś.
Pozostali przytaknęli i skierowali się w stronę przybytku handlarzy. Dziewczyna zmęczona osunęła się na ziemię, a oparłszy się plecami o drzwi, poczęła rozmyślać.

Szła ulicą, wzdłuż murów Wertill, gdy spostrzegła jakiegoś człowieka. Leżał w niewielkiej odległości od bramy miejskiej, otwartej jeszcze. Podeszła do niego i przyklęknęła. Wyglądał na martwego, toteż biedna sierota włożyła dłoń do jego kieszeni w poszukiwaniu złota. Przeraziła się, gdy ten chwycił jej rękę.

-Nie bój... się... - wychrypiał resztkami sił.
- Jak na... nazywasz... się...
Spojrzała na niego, a w jego szarych oczach o delikatnej poświacie zieleni, tak bardzo podobnych do jej samej dostrzegła błaganie. I coś jeszcze. Jakby iskierkę mocy i strachu.
-Draconem. - odparła konającemu.
-Ana... stazjo... Weź... Medalion... - ciężko oddychał, ale ostatkami woli starał się jej przekazać coś, co miało chyba ogromne znaczenie. Każde słowo umierającego postanowiła zapamiętać jak najdokładniej. - Moc... Przezna... cze... Nie... Znajdź... Kapła... nów... Prawdy... Uświadomiła sobie, że dłoń oplatająca jej nadgarstek straciła siły. Mężczyzna skonał. Drżącą ręką sięgnęła ku jego szyi i zgodnie z jego ostatnią wolą zdjęła złoty medalion z czarną różą. Zapięła go sobie i pieczołowicie ukryła pod tuniką. Zrazu poczuła ciepło zalewające jej ciało, od serca począwszy. Wstała, by odejść w swoją stronę, gdy usłyszała: -Morderczyni! Wybiegła główną bramą w stronę lasu, rozpoczynając ucieczkę, która miała zdecydować o całym jej przyszłym życiu.