czwartek, 16 kwietnia 2015

Księżniczka Krwi - Aleksandra Dziwińska

Źródło:

Tytuł: Księżniczka Krwi
Autor: Aleksandra Dziwińska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Liczba stron: 236

Wczoraj jest historią, jutro tajemnicą, a dzisiaj darem.

Czasem jedno wydarzenie może sprawić, że twoje życie stanie do góry nogami. Jedna osoba, która cię nienawidzi potrafi zmienić je, niekoniecznie na gorsze. Jedna chwila, by okazało się, że to czym żyłaś jest kłamstwem. Czy warto uparcie trwać przy przeszłości? A może to, co zdaje się być końcem świata przyniesie coś pożytecznego. 

Jednak tylko kilka zdarzeń coś zmieniło...

Alexandra Artemida Drakula Dark to wesoła trzynastoletnia księżniczka wampirów, pierwsza w kolei pretendentka do tronu. Nie chce być królową, jednak nie może pozwolić, by podłe intrygi przewodniczącej Rady Wampirów, Veroniki doszły do skutku. Problem w tym, że nie umie jeszcze wysuwać kłów, co może jej zaszkodzić w drodze do uzyskania uznania w oczach wampirów. Pragnie udowodnić swoją wartość i zabić łowcę wampirów, który dwanaście lat wcześniej zamordował jej matkę, królową Elizabeth Izydę Dark. Czy jednak będzie gotowa to zrobić? 
Alexandrze wydaje się, że jest szczęśliwa. Ma bogatego i wpływowego ojca, dwie przyjaciółki: diablicę Laurę i wilkołaczkę Amy. Wszystko idzie po jej myśli, poza faktem, iż Veronica chce się jej pozbyć i wysłać ją do Polski na morderczy trening. Alex jest załamana i nie chce się na to zgodzić, jednak jako księżniczka musi szanować tradycję. Co przyniesie jej pobyt zdala od domu? Czy wszystko w co dotąd wierzyła jest prawdą? A może żyła w kłamstwie?

Tak wyglądało moje życie... Zmienione. Nie wiem tylko czy na lepsze.

Okładka tej książki naprawdę mi się spodobała. Jest takie przysłowie, brzmiące: Nie oceniaj książki po okładce. I pierwszy raz przekonałam się, że jego znaczenie jest nie tylko przenośne. Pierwsze, co zrzuciło mi się w oczy to język autorki i jej sposób wyrażania się o Polsce, a także kiepskie nazwy. Ale po kolei.
Język jest nieco dziecinny, momentami niezbyt poprawny stylistycznie,a przede wszystkim zbyt potoczny. Gdzieniegdzie nie mogłam zrozumieć, o co chodzi w danym fragmencie tekstu. Do tego zdecydowanie zbyt dużo slangu młodzieżowego, zwrotów typu OMG, Wow! Spoko etc. Rozumiem, że autorka chciała uwypuklić młody wiek bohaterki, jednakże to nieco bez sensu. Z jednej strony Alex jest księżniczką, a z drugiej wyraża się jak zwykła, pospolita nastolatka. A przecież osoba krwi królewskiej winna uczyć się etykiety. Poza tym nazbyt wiele powtórzeń. Poniższy fragment zaczerpnięty z tej książki, to cytat, który w pewnym sensie spodobał mi się, gdyż niesie ze sobą ważny przekaz, jednakże utwierdza mnie w przekonaniu, iż autorce przydałby się słownik synonimów.

To miłe uczucie... Komuś pomóc. Takie miłe ukłucie w sercu. Inne niż to, kiedy wspominam mamę czy dom. To takie radosne i miłe uczucie...

Wróćmy jeszcze do sposobu wyrażania się przez główną bohaterkę o Polsce, Ojczyźnie autorki. Jej lekceważący stosunek do tego kraju jest widoczny wszędzie. Moim zdaniem tytuł rozdziału, w którym Alex przyjeżdża do Warszawy, a potem udaje się do Juchnowca Górnego, tj. Ale wiocha! to szczyt bezczelności! Nawet jeśli autorka nie jest pozytywnie nastawiona do swojej Ojczyzny, to jednak moim zdaniem nie powinna wyrażać tego w tak ostentacyjny sposób w książce, która swoim wyrazem zaadresowana jest do młodszych czytelników, niemających jeszcze zdania o swoim kraju, dopiero go odkrywających. 

Kolejny fakt, na który zwróciłam uwagę, to przedobrzenie. Zawsze zastanawiałam się, jakby to było, gdyby moje ulubione postacie postacie z książek miały wszystkie moce magiczne, a nawet żałowałam, że tak nie jest. Cóż? bohaterka tej książki mocy ma aż za wiele. Wampir, który potrafi lewitować, latać, mogący posługiwać się oprócz standardowych umiejętności także magią, a nawet przepowiadający przyszłość. Albo inny, wskrzeszający zmarłych, w tym prababkę księżniczki Artemidy, Kleopatrę Egipską!? Do tego wilkołaki, diablice i anielice z pomieszanym życiorysem... Sodoma i Gomora. 
Alex pochodzi z bogatego domu (a jakże!), jej nieśmiertelny ojciec jest znanym i wpływowym biznesmenem. Tu przejawia się kolejna przesada. Sieć sklepów spożywczych na piąte urodziny, agencja mody na dziewiąte... Naprawdę!? To trochę nienormalne...

Ale o gustach się nie dyskutuje... Szczególnie z diabłami. 

Powieść Alexandry Dziwińskiej (jak można dać bohaterce swoje imię!!!???) jest dziwna, dosyć kiepsko napisana. Czyta się ją szybko, fabuła jest ciekawa, co nie zmienia faktu, że należałoby nad nią popracować. Do tego strasznie przewidywalny bieg wydarzeń. Przeczytałam powieść, ale do napisania recenzji nie było to całkowicie konieczne. Wszystkiego dowiedziałam się wcześniej z opisu z tyłu na okładce.

Osobiście zawiodłam się. Książka może mogłaby się spodobać jedynie młodszym osobom, ale nie wydaje mi się, by pomysł, aby dziesięciolatki czytały o wampirach, mógłby być dobry. Czy żałuję, iż zaznajomiłam się z tą lekturą? I tak i nie. Ogółem nie było tragiczne, ale mogło być lepiej. Ta kiepsko napisana i dziecinna książka przestrzegła mnie przed tego typu powieściami.

Moja ocena:5/10






Post w ramach współpracy z Redakcją Essentia