piątek, 15 lipca 2016

Spowiedź

źródło
Wyobraź sobie, że dostajesz wiadomość z przeszłości. Pisze do ciebie ktoś, kogo kiedyś znałeś, choć może już zapomniałeś o jego istnieniu. Wiadomość ta wstrząsa tobą. Życie stawia przed tobą trudną zagadkę, która może być niebezpieczna. Jaką podejmiesz decyzję? Poszukasz prawdy czy zapomnisz o wszystkim i nadal będziesz żyć swoim życiem?

Czy na podstawie jednego fragmentu dałoby się zgadnąć, jak wygląda całość układanki?



W niewielkim miasteczku pod Warszawą policja znajduje dwa ciała. Sprawa wydaje się bardzo prosta. Aż za prosta: wszystkie podejrzenia potwierdza opowieść świadka i nagranie z monitoringu. Postępowanie zostaje zamknięte. Nikt nie zadaje pytań. A jednak nie wszyscy wierzą w oficjalną wersję wydarzeń. Córka zmarłej kobiety postanawia szukać odpowiedzi na dręczące ją pytania. A potem popełnia samobójstwo. Przed śmiercią wysyła jednak list do pewnego wydawnictwa, który trafia do kogoś, kto postanawia kontynuować jej dzieło...

Robimy kolejne kroki. Nie wiemy jeszcze, dokąd nas prowadzą, ale ważne, że nie stoimy w miejscu.

Ta książka bardzo mnie ucieszyła, przede wszystkim dlatego, że kierowana jakimś dziwnym przeczuciem odgadłam tożsamość mordercy. Poza tym była doskonałą odskocznią od niecodziennej rzeczywistości otaczającej mnie i osobliwych książek, które miałam okazję ostatnio czytać.

Mackiewicz wykreował bardzo realną rzeczywistość i doskonale oddał charakter zarówno pracy w wielkim mieście, jak i życia w małym miasteczku pod Warszawą. Ważną rolę odegrały plotki rozchodzące się w takich miejscach z prędkością światła. Sprawiły one, że książka była ciekawsza, urozmaicona. Autor zadbał o to, by każdy szczegół był dopracowany i miał znaczenie w fabule.

Czy to jest logicznie niemożliwe, czy po prostu nasze umysły są zbyt ograniczone?

Jeśli chodzi o bohaterów, to prawdę powiedziawszy, nie wydali mi się oni nazbyt interesujący. Codzienność głównej bohaterki sprawiała wrażenie bardzo monotonnej i nudnej. Z nutką wisielczego humoru można by rzec, że na szczęście zdarzyło się morderstwo, bo urozmaiciło życie Olgi. Ale nawet śledztwo momentami trąciło stagnacją.

Bardzo polubiłam postać starego policjanta, Walczaka, mimo że początkowo sprawiał wrażenie niemiłego, aroganckiego i leniwego gbura. Szybko jednak okazało się, że pierwsze wrażenie było mylne, a starszy pan jest tak naprawdę bardzo dociekliwy, inteligentny i gotowy na wszystko, by pomóc innym i odnaleźć prawdę. To, jak wiele zaryzykował, by udowodnić niewinność oskarżonych i ukarać prawdziwych przestępców, sprawiło, że wiele zyskał w moich oczach. 

Czy Bóg potrafiłby rozpoznać temat obrazu van Gogha po jednym pociągnięciu pędzla? Czy mógłby pojąć od razu, co będzie przedstawiać?

Nie mam pojęcia, czego się spodziewałam, jeśli chodzi o okładkę, ale na pewno nie tego. Tytuł zapisany ciekawie, od razu wprowadza atmosferę tajemniczości. Całość jednak – moim zdaniem – jest zdecydowanie zbyt ciemna. Za dużo czerni. Blasku wokół głowy dziewczyny jest za mało i nawet biała koloratka jest praktycznie niewidoczna z daleka. Choć daje to wrażenie tajemniczości, to jest ono w pewien sposób niekorzystne.

Strona tytułowa bardzo pasuje do książki i dobrze wygląda, podobnie jak strony zapowiadające kolejne części powieści. Jeśli chodzi o czcionkę, początkowo w tekście nadesłanym przez Edytę, wygląda ona ciekawie, wręcz zjawiskowo, ale jest bardzo niewygodna do czytania – czynność ta staje się męcząca, momentami trudna. Kiedy jednak tekst się kończy, następuje właściwa część fabuły, a co za tym idzie – zmiana czcionki, czyta się bardzo dobrze, choć nie jest tak zniewalająca wizualnie.

Nie płaczę na wadze i dlatego nie tyję.

Spowiedź Mackiewicza uważam za bardzo wartościową powieść, ponieważ podkreśla ważny aspekt ludzkiego życia – cokolwiek człowiek zrobi, nie wymaże przeszłości, a prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw. Ważne jest, by ludzie o tym pamiętali i starali się dobrze przemyśleć swoje czyny. To bardzo dobry kryminał. Choć na ostatniej powieści polskiego autora, jaką czytałam, zawiodłam się, przez co do Spowiedzi podeszłam sceptycznie – zostałam pozytywnie zaskoczona. Nie żałuję.