piątek, 12 sierpnia 2016

Życie... Przyszłość... Koniec... Śmierć...

źródło
Życie... Przyszłość... Koniec... To tematy poruszane niezwykle rzadko. Powodów jest wiele: jedni boją się samych myśli o ludzkiej egzystencji, inni nie potrafią wypowiadać się w tych kwestiach. Są też tacy, których nie obchodzi przyszłość, żyją chwilą, a koniec świata jest czymś nierealnym.


Apokalipsa w każdym człowieku budzi inne uczucia. Postaram się przedstawić, czym jest ona dla mnie.

Dla każdego człowieka końcem świata ziemskiego jest z pewnością koniec jego życia. Kiedy myślę o śmierci, przed oczyma stają mi moi bliscy, rodzina, przyjaciele, ludzie, których kocham, a których utrata bardzo by mnie bolała. Myśl o opuszczeniu ich jest dla mnie straszna, niezmiernie smutna, pełna żalu. Człowiek bardzo cierpi, kiedy traci to, co kocha. Nie mam tutaj na myśli wyłącznie ludzi – boję się, że po śmierci nie będę mogła rozwijać swych pasji, robić rzeczy, które mnie uszczęśliwiają.

Jestem osobą młodą, a moje życie nie jest jeszcze spełnione. Gdyby teraz nastąpił koniec świata, ominęłoby mnie wiele pięknych chwil, wzlotów i upadków, doświadczeń i radości. Czuję, że mam do wypełnienia jakąś misję, a moje życie ma jakiś sens. Kto wykona moje zadanie, jeśli zginę, nim spełnię swoją powinność? Co się stanie z tymi, którzy na mnie liczą, kiedy mnie zabraknie? Kto przejmie moje obowiązki?

Andrzej Sapkowski napisał kiedyś: coś się kończy, coś się zaczyna. Koniec życia ziemskiego to początek życia wiecznego – przynajmniej dla mnie jako chrześcijanki. Koniec wiąże się z utratą czegoś ważnego i z żalem, a początek ze strachem, nieśmiałością, niepewnością. Nikt nie wie, jak wygląda życie po śmierci. To, co nieznane, budzi we mnie lęk pomieszany ze smutkiem.

Czasem jednak chciałabym umrzeć. Wierzę, że Jezus oddał życie po to, bym ja po swojej śmierci mogła spotkać się ze Stwórcą, Ojcem, który chce mojego szczęścia.

Jest także inny powód, dla którego czasami pragnę końca. Choć świat jest niebywale piękny, ludzie często wpływają na to, iż widoczne są tylko jego złe strony. Czasami samotność, gniew, wstyd i żal są tak silne, że odbierają chęć istnienia. Wtedy koniec nie jest czymś strasznym, a jedynie perspektywą ukojenia zbolałej duszy. W takich chwilach warto zwrócić się do Boga, który jako że dał człowiekowi życie, ma prawo je odebrać i ma na nie wpływ. Bo cierpienie również ma sens, a koniec nadejdzie w odpowiedniej dla nas chwili. Jeśli Bóg stwierdzi, że nadeszła nasza godzina, zabierze nas, a jeśli nie, da nam ukojenie.

Nie powinniśmy podchodzić do końca świata jak do czegoś, co nie nastąpi. Powinniśmy być duchowo przygotowani do niego, a nasze życie niech wygląda tak, jakby każdy dzień był naszym ostatnim.